SIĘGNĄĆ KORZENI POLSKIEJ MOTORYZACJI
czyli jak upamiętniona została 100-letnia rocznica automobilizmu w Polsce.

    U schyłku roku 1997 jest okazja do podsumowań i wspomnień. A dla motoryzacji w Polsce był to rok szczególny. Nie dlatego, że sprzedana została kolejna rekordowa ilość nowych samochodów i już nie mieścimy się na drogach, stojąc godzinami w ulicznych korkach, marząc o sieci autostrad, byle jednak nie przebiegających zbyt blisko naszych mieszkań Nie dlatego również że w wypadkach drogowych zginęła rekordowa liczba obywateli, albo że w tym roku uchwalone zostało nowe Prawo o Ruchu Drogowym czy skradziono jeszcze większą niż dotychczas liczbę pojazdów. Zresztą okazji do porównań można przytaczać wiele.
    Dla ludzi związanych z motoryzacją ten rok był szczególny, gdyż właśnie minęło nam 100 lat od czasu jak ta motoryzacja pojawiła się na Polskich Drogach, a polscy automobiliści dali się zauważyć na drogach Europy. Jak podają bowiem stare kroniki, w drugiej połowie 1896 roku warszawski przemysłowiec Stanisław Grodzki sprowadził coś, co pozwalało na poruszanie się bez użycia koni. Tym pierwszym urządzeniem był "powóz - automobil systemu Benza", a w rzeczywistości samochód marki PEUGEOT model vis-a-vis z 2-cylindrowym widlastym silnikiem na licencji Daimlera, którym początkowo bez zezwolenia, a następnie za osobistym przyzwoleniem policmajstra pułkownika Gesslera, pierwszy automobilista w Warszawie dokonywał prób i jazd pokazowych. Ale p. Grodzki miał ambitniejsze plany: w dniu 10 lipca 1897 roku o godzinie 8 rano wystartował z garażu przy ulicy Senatorskiej 33, aby wziąć udział w europejskim wydarzeniu automobilowym jakim był rajd z Paryża do Dieppe.
    Ten pionierski przejazd drogami Europy nie w pełni się udał, gdyż p. Grodzki na start rajdu do Paryża nie zdążył, ale za to dojechał do Dieppe i tam spotkał uczestników wyścigu. Wyczyn Polaka został jednak doceniony przez automobilistów i prasę francuską, a dla historyków motoryzacji jest uznawany za początek polskiej motoryzacji i polskiego sportu samochodowego.

    Tak więc po 100 latach mamy taką motoryzację jaką widzimy, ale jak to było na jej początku - to wyzwanie dla entuzjastów odkrywających najstarsze jej korzenie.
    Pierwszy podjął próbę znany kolekcjoner zabytkowych pojazdów i konserwator Muzeum Techniki w Warszawie - p. Juliusz Siudziński. Postanowił zbudować możliwie wierną kopię tego pierwszego pojazdu i dokonać ponownego przejazdu trasy sprzed 100 lat. Ale do budowy wiernej repliki potrzebne są pieniądze i jakieś dokładne dane, a w przekazach sprzed 100 lat zachowały się jedynie pojedyncze wzmianki i kilka wyblakłych fotografii.
    Konkurencyjną inicjatywę okazali działacze Komisji Pojazdów Zabytkowych Automobilklubu Polski. W Informatorze A.P. i w kilku czasopismach oświadczyli, że z okazji 100-letniej rocznicy wyczynu Stanisława Grodzkiego zaplanowali rajd 30 samochodów na trasie Paryż-Warszawa. Skończyło się na powyższym "zaplanowaniu".
    Do budowy kopii PEUGEOTa powstała dżentelmeńska spółka: p. Juliusz buduje replikę, a niżej podpisany szuka wszelkich zachowanych dokładnych informacji.
    Po próbach znalezienia dokumentacji technicznych we wszelkich liczących się muzeach Europy, znaleźliśmy kilka rysunków technicznych ale bez wymiarów, oraz... oryginalny samochód PEUGEOT model vis-a-vis z 1896 roku, bliźniaczy z autem p. Stanisława Grodzkiego!!
    Wprawdzie odszukany pojazd był całkowicie oryginalny, podobno nawet nigdy nie restaurowany ani nie malowany i dzięki temu przez kilka lat eksponowany w największym europejskim muzeum automobili w Miluzie a następnie w Stuttgarcie, ale teraz jego właścicielem jest kolekcjoner mieszkający w Australii - p. Rodney C. Andersen. Trochę to daleko!! Ale okazało się że z okazji licznych imprez organizowanych w 100-lecie dawnych rajdów, ten jedyny zachowany Peugeot z 1896 roku rezyduje w Europie, a p. Andersen poznawszy rolę PEUGEOTa w polskiej motoryzacji, chętnie udostępni pojazd dla obchodów jej 100-lecia. Niestety, całkowity brak zainteresowania ze strony takich predestynowanych firm jak PEUGEOT-POLSKA i innych, do których się zwróciliśmy, spowodował, że w dniu 10 lipca 1997 roku o godzinie 8 rano, na placyku przy ulicy Senatorskiej 33 w Warszawie stanęła skromna replika pierwszego automobilu w Polsce zbudowana własnym nakładem sił i środków p. Siudzińskiego, napędzana zespołem od Małego Fiata, a pozyskiwanie sponsorów zakończyło się jedyną pomocą udzieloną przez STOMIL-OLSZTYN i honorowym patronatem Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej.
    Ale jednak wystartowaliśmy do nostalgicznej podróży śladami Stanisława Grodzkiego sprzed 100 lat. Z szybkością 20 km/godz. pierwszego dnia zgodnie z przekazami dojechaliśmy do Kutna, a następnego - do Poznania. Cel został częściowo osiągnięty: przypomnieliśmy Polskiemu Społeczeństwu jak to było z początkami polskiej motoryzacji, mimo że do dojechania do Paryża zabrakło jeszcze wielu kilometrów. Ukazało się natomiast kilkanaście informacji w prasie, radio i TV.
    Kurtuazyjnie przesłaliśmy więc kilka fotografii, wycinków z gazet i podziękowanie p. Andersenowi do Australii.
    I przygoda ze 100-leciem polskiego automobilizmu zapewne by się na tym skończyła, gdyby nie list od Królewskiego Automobilklubu w Wielkiej Brytanii informujący, że polska załoga w składzie: wystawiający - Tomasz Skrzeliński i kierowca - Juliusz Siudziński na oryginalnym PEUGEOCIE z 1896 roku jest zgłoszona do udziału w legendarnym rajdzie Londyn-Brighton z numerem startowym 7 wśród prawie 500 oryginalnych pojazdów wyprodukowanych do 1904 roku. Ale to już inna historia...

Tomasz Skrzeliński
www.skrzelinski.com
Powrót na stronę główną